Wulgaryzmy i groźba „klapsa” podczas przesłuchania 18-latki to przekroczenie uprawnień, czy młodzieżowy język i policyjna technika? Obrona twierdzi, że funkcjonariusz jest niewinny, choć sąd pierwszej instancji uznał inaczej. Prokuratura podkreśla: pokrzywdzona nie powinna zostać tak potraktowana. Sprawę rozstrzygnie sąd apelacyjny.
Głośna sprawa przesłuchania 18-latki w elbląskiej komendzie ponownie trafiła na wokandę. W czwartek, 12 lutego, sąd apelacyjny rozpoznał apelację obrońcy policjanta skazanego za przekroczenie uprawnień podczas przesłuchania młodej kobiety.
Przypomnijmy, do zdarzenia doszło w kwietniu 2022 roku. 18-latka została wezwana na policję jako świadek burdy w taksówce, podczas której jej 21-letni znajomy miał uszkodzić drzwi pojazdu — funkcjonariusze chcieli ustalić dane sprawcy. To podczas tego przesłuchania Bartłomiej K., funkcjonariusz Komendy Miejskiej Policji w Elblągu, miał dopuścić się przestępstwa. Dziewczyna nagrała całe zajście i przekazała materiał mediom. Na nagraniu słychać m.in. słowa: „Bo ci ku…a zaraz jeszcze klapsa zapodam” oraz „Myślisz, gówniaro, że tu przyszłaś i będziesz nas tu wk…ać z samego rana”.
Prokuratura postawiła policjantowi zarzut „przekroczenia uprawnień w toku czynności rozpytania świadka m.in. poprzez psychiczne znęcanie się nad świadkiem w celu uzyskania określonych informacji oraz zeznań, czym działał na szkodę interesu publicznego oraz prywatnego świadka”. W lipcu 2025 roku Sąd Rejonowy w Elblągu uznał policjanta za winnego i skazał go na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Oskarżony nie przyznał się do winy.
Obrońca zaskarżył wyrok w całości i wniósł o uniewinnienie, ewentualnie o uchylenie orzeczenia i ponowne rozpatrzenie sprawy. Dziś, 12 lutego, po zakończeniu przewodu sądowego strony miały czas na przedstawienie swoich argumentów.
Zdaniem obrońcy Bartłomiej K. jest niewinny, a jedynie został zmanipulowany przez 18-latkę.
Pokrzywdzona celowo, świadomie i z premedytacją działała na granicy prawa, chcąc składać fałszywe zeznania, nie ujawniać prawdy, chcąc utrudnić postępowanie. Funkcjonariusze dążyli wyłącznie do ustalenia osoby sprawcy przestępstwa. Czy możemy dopuścić do sytuacji, w której ktoś jawnie kpi z organów ścigania, a funkcjonariusze są bezradni? Nie użyto żadnych szczególnych środków. Było rozpytanie, były słowne wypowiedzi dostosowane do potrzeb, możliwości intelektualnych, wieku osoby rozpytywanej. Nie zostały przekroczone żadne granice
— mówił mecenas Tomasz Borzdyński.
Obrońca zakwestionował również wiarygodność kopii nagrania, która posłużyła jako materiał dowodowy. Jego zdaniem nie doszło także do szarpaniny ani w ogóle kontaktu między funkcjonariuszem a pokrzywdzoną. Odniósł się również do słów użytych przez funkcjonariusza podczas przesłuchania. Przekonywał, że słowo „ku…a”, nie miało jej obrazić. Policjant „użył go jako przerywnika mającego w jakiś sposób wzmocnić wypowiedź”. Jeśli zaś chodzi o słowo „gówniara” czy groźbę „zapodania klapsa”, wskazywały one raczej na mentorskie podejście funkcjonariusza do 18-latki i próbę mówienia młodzieżowym językiem, co miało stanowić element techniki operacyjnej polegającej na dostosowaniu stylu wypowiedzi do osoby rozpytywanej.
Mój klient pouczał pokrzywdzoną, mówiąc: „Po co ci te problemy? Powiedz prawdę, po co masz być karana za składanie fałszywych zeznań?”. W pewien sposób ją mobilizował. Wspomniał też, że jeśli będzie się zachowywała niewłaściwie „da jej klapsa”. I teraz pytanie, czym jest ten klaps. To sformułowanie, którego używa rodzic wobec dziecka, by w jakiś sposób zmotywować do właściwej postawy. Po pierwsze, mój klient nie podjął żadnych takich działań, a po drugie nie jest to groźba popełnienia przestępstwa. Jeśli rodzić mówi do dziecka "dam ci klapsa", czy popełnia przestępstwo? Nie. Trzeba to oceniać racjonalnie
— przekonywał Borzdyński.
— Oskarżony używał słów, które miały do niej dotrzeć. Nie były to słowa, które miały obrazić — nie taki był cel. Celem było dotarcie do niej jej językiem, młodzieżowym, by przekonała się do powiedzenia prawdy. W mojej ocenie nie można czynić mojemu klientowi żadnego zarzutu — podkreślił.
Prokuratura wniosła o odrzucenie apelacji i utrzymanie wyroku w mocy. — W moim przekonaniu materiał, który został pogłębiony przez sąd rejonowy (pozyskano m.in. opinię biegłego z zakresu fonoskopii), jednoznacznie pozwala na wydanie orzeczenia merytorycznego w tej sprawie. W toku postępowania przygotowawczego nikt nie kwestionował, że nagranie jest zmanipulowane, taki wniosek padł dopiero przed sądem pierwszej instancji. Sąd stanął na wysokości zadania, pozyskał opinię, z której jednoznacznie wynika, że „otrzymane do badań dowodowych nagranie odpowiada nagraniu autentycznemu. Przedmiotowe nagranie zawiera fragment zdarzenia” — mówił Patryk Kucki, prokurator Prokuratury Rejonowej w Kościerzynie.
Podkreślił także, że jasnym jest, że funkcjonariusz nie miał prawa traktować przesłuchiwanej w taki sposób.
Oskarżony nie był rodzicem i nie zajmował się wychowaniem pokrzywdzonej. Jest funkcjonariuszem państwa, policjantem, jego obowiązki są inne. Zapamiętałem słowa pokrzywdzonej, która powiedziała przed sądem, że współczuje dzieciom oskarżonego, jeśli tak zachowuje się w domu. Miała rację, nie tak powinna zostać potraktowana na policji. To bardzo młoda osoba, która powinna otrzymać wsparcie
— zaznaczył prokurator.
Postanowienie sądu apelacyjnego poznamy 25 lutego.
Do tematu wrócimy.










No i oczywiście pies jest nie rynny, wynajął papugę by się wybielić. A winny jak zwykle, szary obywatel.