Czwartek, 5.12.2019, Imieniny: Krystyna, Sabina, Norbert
Nie masz konta? Zarejestruj się »
zdjęcia
filmy
baza firm
reklama
Elbląg » artykuły » artykuł z kategorii ELBLĄŻANIE Z PASJĄ

Elblążanie powiedzieli sobie tak w średniowiecznym stylu. Takie wesele na zamku zdarza się raz na 40 lat

11.05.2017, 12:00:49 Rozmiar tekstu: A A A
Elblążanie powiedzieli sobie tak w średniowiecznym stylu. Takie wesele na zamku zdarza się raz na 40 lat
Fot. Ada Gronek

Miłość i pasja przeniosły Alicję i Artura Wyszyńskich w czasy średniowiecza. Są pierwszą parą w Elblągu i jedną z niewielu w Polsce, która zamiast tradycyjnego wesela zdecydowała się na tzw. rekozaślubiny, czyli imprezę w stylu średniowiecznym. Nam opowiadają, jak wyglądały przygotowania do tego wydarzenia i dlaczego, w ogóle zdecydowali się zorganizować ślub "w innej epoce".

Impreza rekonstrukcyjna w stylu średniowieczny to prawdziwe wyzwanie. Ważne jest, aby stroje, muzyka, zabawy, jedzenie, a nawet naczynia, w których się je podaje były jak najbardziej zbliżone do tych sprzed wieków. 6 maja teren przy Baszcie Maślankowej w Malborku zmienił się w salę weselną. Stanęły tam wiaty, ławy, zapłonęły ogniska, nad którymi w kociołkach pyrkały potrawy, przy których piekły się podpłomyki. Młodzi, a także część gości, w średniowiecznych strojach bawili się do wieczora. Alicji i Arturowi udało się zorganizować "rekozaślubiny", choć jak mówią, nie zabrakło i elementów nowoczesnych. Oboje jednak zgodnie przekonują, że był to dzień, który zapamiętają na bardzo długo.

Zakochani widzą słonie, przekonuje nas tytuł jednej z komedii romantycznych, ale chyba nie często widzą wojów i białogłowe i to na swoim ślubie? Myślę, że mimo pewnej mody na odtwórstwo historyczne, która obecnie panuje, takich imprez nadal jest niewiele?

Alicja Wyszyńska: Rzeczywiście. Takie śluby, jeśli już, odbywają się najczęściej podczas różnego rodzaju zjazdów rekonstrukcyjnych, podczas inscenizacji bitwy pod Grunwaldem. W samym Malborku, ostatnie takie prywatne wesele na terenie zamkowym odbyło się chyba 40 lat temu.

Dobrze, ale dlaczego zdecydowaliście się na taką wersję wesela?

Alicja: Nigdy nie chcieliśmy zwykłego wesela, garnituru, sukni, sztywnej atmosfery. Chcieliśmy, żeby to dla nas był dzień luźniejszy, żebyśmy się nie stresowali, żeby nasi goście, a rozstrzał i zainteresowań i wiekowy jest między nimi duży, się zintegrowali.

Artur Wyszyński: Pół roku temu przystąpiliśmy do grupy rekonstrukcyjnej. W pewnym momencie pojawiła się myśl, że można zrobić "rekozaślubiny". Zdecydowaliśmy się. Początkowo mieliśmy wziąć ślub 22 kwietnia w trakcie targów rekonstrukcyjnych w Malborku. To się jednak nie udało, z przyczyn od nas niezależnych. Ślub odbył się 2 tygodnie później, ale Malbork został.

Jesteście razem od 5 lat. Macie dużą, wielodzietną rodzinę, okrzepły związek. Długo dochodziliście do samej decyzji o zaślubinach. Nowo odkryta pasja skłoniła was do tego, aby teraz się pobrać?

Artur: Rzeczywiście wpływ na tę decyzję miała chyba też trochę sama wizja ślubu. To było bardzo nietypowe, ale i bardzo przyjemne. Myślę, że i my i wszyscy goście zapamiętamy ten dzień na długo.

Alicja: Musieliśmy chyba do tego dojrzeć. Zresztą nasza rodzina to ja, Artur, pięcioro moich dzieci z poprzedniego małżeństwa: Aleksander, Adrianna, Arkadiusz, Adam, Amelia i nasz najmłodszy Andrzej. Gdy tylko pojawił się pomysł ślubu, najpierw przedyskutowaliśmy to z dziećmi. One były na "tak", więc nie mieliśmy wątpliwości. Dla nas liczyło się to, żeby były z nami w tym dniu, żeby rzeczywiście się cieszyły z tego, że my bierzemy ślub. Gdyby miało to być na siłę, to podejrzewam, że nie zdecydowalibyśmy się.

Nie mieliście, żadnej chwili, w której pomyślelibyście sobie, może jednak ten klasyczny ślub byłby lepszy?

Artur: Nawet nam do głowy to nie przyszło. Na szczęście wszystko udało się tak, jak planowaliśmy. Choć tak naprawdę wyszło to dużo, dużo lepiej niż w naszych najbardziej optymistycznych założeniach.

Tradycyjne wesele to też tradycyjne, długie i kosztowne przygotowania. Jak wyglądało to w waszym przypadku? Długo przygotowywaliście się do "rekozaślubin"?

Alicja: Przygotowania trwały od końca lutego. Najdłużej zajęło nam przygotowanie tego tak, aby to rzeczywiście było średniowieczne, czyli zaplanowanie co dać gościom do zjedzenia, jak powinny wyglądać nasze stroje, a nawet, w jakim powinny być kolorze. Jeżeli mielibyśmy robić to sami, to pewnie było to ciężkie. Pomogło nam jednak wielu ludzi. Szymon Klein zapewnił nam sprzęt elektroniczny, zastawę stołową, pomagał w kwestiach organizacyjnych. Zarówno Muzeum Zamkowe w Malborku, które jest właścicielem terenu, na którym odbywało się wesele, jak i pan Krzysztof Górnik, który jest jego dzierżawcą, nie robili nam żadnych problemów z jego użyczeniem. Wielkie podziękowania należą się też naszym współsiostrom i współbraciom z Drużyny Wojów Pruskich Karrega, bez których pewnie nie dalibyśmy rady. Trochę więc potraktowaliśmy ten ślub jako nasze wkroczenie, z przytupem, w rekonstrukcję.

Jak wasza rodzina, bacie, ciocie, dalsze kuzynki... zareagowała na takie wesele?

Alicja: Naszych gości musieliśmy też do tego przygotować. Nasze dzieci, nasi znajomi, nie mieli problemu, z tym że to będzie taka impreza. Jednak to starsze pokolenie trzeba było przygotować. Długo tłumaczyliśmy, że stroje nie mają być eleganckie, ale na luzie. Na trawie szpilki i lakierki odpadają, a przy strojach rekonstruktorów, sukienki i garnitury wyglądałyby dziwnie, nie mówiąc już o tym, że to byłoby niewygodne.

Artur: To były bardzo intensywne przygotowania, tłumaczenia. Na szczęście się udało.

Nie garnitur, nie suknia ślubna... ale mimo wszystko mieliście wyjątkowe stroje przygotowane specjalnie na tę okazję. Skąd je wzięliście?

Alicja: Uszyłam stroje własnoręcznie. Zajmuję się rękodziełem, więc to nie było dla mnie aż takie trudne. Jednak wielki ukłon należy się Uli z naszej grupy, która pomogła mi je skroić, wytłumaczyła jak je uszyć. Jedyny element, który zrobiliśmy na przekór średniowieczu, to były nasze buty. Jesteśmy turystami, więc mieliśmy buty trekkingowe, to był znak, że ta turystyka jeszcze nas trzyma.

Pewnie nawet nie mam co pytać, bo rozumiem, że kilkudaniowego obiadu, DJ-a i oczepin nie było, ale jedzenie, muzyka i zabawy też były średniowieczne?

Alicja: Pewnie. Do jedzenia Był rosół, który już znano we wczesnym średniowieczu. Była kasza z gulaszem, podpłomyki. Mieliśmy schab i smalec, to akurat dzieło mamy Artura, ale myślę, że też nawiązuje do średniowiecza, bo i pieczone mięso i smalec wtedy wytwarzano. Do picia był miód. Na weselu bawiło się około 50 osób. Więc śmieliśmy się, że na dwa kociołki można zrobić wesele na 50 osób. Było też dużo zabawy. Artura zakuli w dyby i musiałam go z zamkniętymi oczami nakarmić i napoić. Była też zabawa w tzw. pruską ciuciubabkę, stonoga, która przypomina wieloosobowe nary, strzelanie z łuku czy tradycyjne przeciąganie liny. Mieliśmy szczęście, jeśli chodzi o muzykę. Na wesele przybył pan Skotnicki z zespołem muzyki dawnej z Młodzieżowego Domu Kultury w Elblągu, więc oprócz muzyki elektronicznej, nawiązującej do dawnej, mieliśmy też muzykę na żywo.

Oprócz butów nie było nic nowoczesnego?

Alicja: Mieliśmy trochę nowoczesności. Był grill, tort ślubny i szampan. Myślę, że połowa była taka średniowieczna, a połowa nowoczesna. Musieliśmy, ze względu na gości, trochę to wypośrodkować. Zresztą ten tort był bardzo ciekawy, ze smokiem i księżniczką. Tak o sobie mówimy: Artur jest moim smokiem, a ja jego księżniczką (śmiech). Moja córka Ada zaprojektowała nam zaproszenia z takim motywem księżniczki i smoka zamkniętego w wieży i ten motyw był inspiracją do zrobienia tortu.

Artur: My tego tortu wcześniej nie widzieliśmy. Zobaczyliśmy na weselu i przysłowiowe szczęki opadły nam do samej ziemi. Była absolutnie fenomenalny.

Jak wyglądała wasza przysięga małżeńska, też była inspirowana średniowieczem?

Artur: Przysięga była tradycyjna, a same zaślubiny odbyły się w urzędzie stanu cywilnego w Malborku.

Alicja: Emocje i tak były duże. Z wrażenia, gdy urzędniczka kazała nam założyć obrączki, nie wiedzieliśmy, na który palec, której ręki mamy je wsadzić. Był śmiech. To trochę rozładowało napięcie. Niektórzy jednak i tak mieli łzy w oczach.

Artur: Nie tylko goście się wzruszyli. My też.

Alicja: W urzędzie, jedyne co było średniowiecznego, to szpaler z mieczy, pod którym przechodziliśmy. Mina gości, czekających tam na kolejny ślub, była bezcenna. Zresztą podobnie, gdy szliśmy z urzędu na miejsce wesela. Wszyscy byliśmy w strojach średniowiecznych, nawet nasz najmłodszy synek był przebrany w tunikę. Ludzie zatrzymywali się, robili zdjęcia. W pewnym momencie zrobił się taki tunel z ludzi, a my szliśmy środkiem.

Normalnie jak na królewskim ślubie?

Artur: Tak się czuliśmy.

Średniowiecze nie jest chyba waszą codziennością, skąd taka pasja?

Alicja: Interesujemy się i historią i turystyką. Ja jestem przewodnikiem turystycznym, tata Artura też jest przewodnikiem, śmiejemy się, że on jest półprzewodnik. Ta historia, kultura, cały czas jest wokół nas. Rekonstrukcja zaczęła się jednak od strojów. W trakcie 777 urodziny miasta z moim teściem podczas pierwszej soboty z przewodnikiem oprowadzaliśmy elblążan w strojach z muzeum. Gdy tylko mogę, to zawsze w jakiś strój się przebieram, aby troszkę nawiązać do historii naszego miasta. Jednak my, elblążanie typowego stroju dla naszego miasta nie mamy, bo tutaj była zawsze mieszanka kultur. Ja od dobrych 4 lat szukam stroju, który mogłabym nosić. Od tego się zaczęło. Pomału, pomału doszliśmy do rekonstruktorów. Rok temu, po wywiadzie ze mną, który ukazał się w gazecie, odezwał się do mnie Paweł Rodziewicz, elbląski rekonstruktor. Zaproponował współpracę. Wtedy jednak nasz najmłodszy syn (w sierpniu kończy 2 lat) był jeszcze za malutki, ciężko było nam pogodzić wszystkie rzeczy. Dopiero od listopada mamy więcej czasu i poświęcamy go na rekonstrukcję. Dzięki tej rekonstrukcji poznajemy też historię, i to historię lokalną, rozwijamy się, odkrywamy swoje talenty, pozytywne strony, ale też mamy kontakt z ludźmi, którzy kochają to co my. Teraz gdy zaangażowaliśmy się jeszcze bardziej, planujemy wyjazdy, będziemy mieli okazję poznać ludzi z całej Polski, którzy mają przysłowiowego bzika na punkcie historii i rekonstrukcji.

Wy tego bzika też już złapaliście i teraz go pielęgnujecie?

Artur: Tak (śmiech).
Alicja: Chyba nawet już go mieliśmy. Cieszy nas też bardzo, że to podoba się dzieciakom. Myślę, że pokazujemy im, że trzeba zaakceptować siebie takiego, jakim się jest i realizować to, co się lubi. One dzięki temu też inaczej funkcjonują, pokazują swoje pasje, rzeczy, które chcą realizować.

Ilu jest w Elblągu takich zapaleńców jak wy?

Alicja: Jest ich około trzydziestu, czterdziestu. Działają w różnych okresach. Część we wczesnym średniowieczu jak Drużyna Wojów Pruskich Karrega. Część rekonstruktorów działa w Chorągwi Komturii Elbląskiej, to jest taki wiek XV - XVI. Jest też Elbląska Szkoła Fechtunku Fortis, tam jest i młodzież i dorośli, którzy trenują walkę na miecze i wyjeżdżają na zawody. Elbląskich rekonstruktorów będzie zresztą można zobaczyć podczas Dni Elbląga, a już niebawem podczas Nocy Muzeów we Fromborku.

Załóżmy, że teraz jacyś narzeczeni przeczytają ten wywiad i pomyślą, my też tak chcemy. Polecacie?

Alicja: To trzeba czuć. Jeśli ktoś miałby to zrobić tylko dlatego, że jest taki trend, to nie będzie się dobrze bawił. Chociażby ze względu na stroje. One są z wełny, a wełna i zaswędzi i zagryzie, nie są one też tak dopasowane, jak stroje współczesne, trzeba wiedzieć jak w nich chodzić, gdzie co przywiązać, zapiąć. To tak jakby ktoś miał barć ślub w kombinezonie strażackim, bo jest taka moda, wiadomo, że będzie się męczył.

Dziękuję za rozmowę.

Natasza Jatczyńska
Wyślij wiadomość do autora tekstu

Oceń tekst:

Ocen: 3

%100.0 %0.0


Galeria / Ślub w średniowiecznym stylu ( zdjęć 40 )
Dodano: 2017-05-11 |  
0

Komentarze do artykułu (6)

Dodaj nowy komentarz

  1. 1
    +3
    ~ mius
    Czwartek, 11.05

    Szczerze gratuluję pasji historycznej, ale ślubu w takiej konwencji jakoś nie widzę... Ktoś może pójść dalej i wymyślić ślub w konwencji rajskiej i co wtedy ? Goście w stroju Adama i Ewy ? No chociaż jak się tak zastanawiam...

  2. 2
    0
    ~ Edyta
    Czwartek, 11.05

    Myslalam ze to cos nadzwyczajnego a to zwykly piknik rodzinny. Na taka okazje dopracowalabym szczegoly bo jakby na to now patrzec to szczegolny dzien. One ma zachwytu ...

  3. 3
    +5
    ~ kreciol
    Czwartek, 11.05

    poza tym u nich wszyscy zdrowi...?

  4. 4
    +2
    ~ Miś
    Czwartek, 11.05

    Rysiek Ochucki też miał taki ślub z Ireną

  5. 5
    +4
    ~ Pozdrawiam panią przewodniczkę
    Czwartek, 11.05

    Podoba mi się każdy niesztampowy ślub.

  6. 6
    +1
    ~ Brimbrum
    Czwartek, 11.05

    Chore towarzystwo...

Redakcja serwisu info.elblag.pl nie odpowiada za treść komentarzy i treści dostarczone przez firmy i osoby trzecie.
Jeśli chcesz z nami tworzyć serwis napisz do nas e-mail.


Regulamin komentowania artykułów w serwisie info.elblag.pl

W trosce o kulturę i wysoki poziom debaty w serwisie info.elblag.pl wprowadza się niniejszy Regulamin.

  1. Komentujący umieszczając treści sprzeczne z prawem musi liczyć się, że może ponieść odpowiedzialność karną lub cywilną.
  2. Komentarze dodawane przez czytelników służą prowadzeniu poważnej i merytorycznej dyskusji na temat zamieszczonych wiadomości oraz problemów z nimi związanych.
  3. Czytelnicy mogą umieszczać informacje i opinie niezwiązane z treścią artykułów dla istotnych powodów (np. poinformowanie innych czytelników o wydarzeniach).
  4. Zabrania się dodawania komentarzy: wulgarnych, obraźliwych, naruszających dobra osobiste osób trzecich lub zawierających treści zabronione przez prawo.
  5. Celem komentarzy nie jest prowadzenie jałowych sporów osobistych między czytelnikami.
  6. Wszystkie wpisy stojące w sprzeczności z powyższymi warunkami będą niezwłocznie kasowane w całości bądź w części.
  7. Redakcja interpretuje Regulamin i decyduje, które wpisy, komentarze (lub ich części) należy usunąć i dokona tego w możliwie jak najszybszym czasie.


Właścicielem serwisu info.elblag.pl jest Agencja Reklamowa GABO

Copyright © 2004-2019 Elbląski Dziennik Internetowy. Wszystkie prawa zastrzeżone.