Nasi koszykarze rozegrali drugi w historii sezon na szczeblu drugiej ligi. Drużyna trenera Arkadiusza Majewskiego marzyła o awansie do najlepsze ósemki. Tak jak rok temu, ale w tej kampanii była ona dalej od elblążan.
W poprzednich rozgrywkach Energa Basketball Elbląg, jako beniaminek, zajęła 9 miejsce w tabeli. Aby zagrać w play-off o pierwszą ligę, brakowało wtedy jednego punktu. W obecnym sezonie ósemka była dalej, łącznie o 3 punkty.
10 pozycja na zakończenie niedawnej kampanii to więc słabsza lokata. Na to wpływ miało kilka czynników. Elbasket miał bowiem dwa oblicza. Jedno w roli gospodarza, drugie w roli gościa. W elbląskiej hali bilans koszykarzy to 11 zwycięstw i tylko 4 porażki. W delegacji natomiast było inaczej. 3 wygrane i 12 porażek.
Koszykarze ogrywali u siebie wszystkich, którzy zakończyli sezon za nimi w tabeli. Pokonali nawet kilka razy zespoły teoretycznie silniejsze, jak mistrza i wicemistrza swojej grupy. Jednak kluczem do myślenia o czymś więcej było wygrywanie na boiskach rywali. Energa ograła w takiej sytuacji tylko ostatnie w tabeli rezerwy Spójni, szkołę z Władysławowa oraz z Gdańska. Nikogo z tych, z którymi miała walczyć o ósemkę.
Kadra opierała się na tych samych co rok temu nazwiskach. Kilku młodych dostało więcej szans, ale nadal grali drugie skrzypce w tej ekipie. Liderzy, będący w zasdzie wszyscy po 30-stce, po części rzucili mniej punktów. Przemysław Zamojski zagrał w 6 meczach mniej jak w poprzednich rozgrywkach, co dało ponad 100 punktów mniej dla Elbasket. Trochę więcej rzucili Dominik Pawlak i przede wszystkim Kacper Jastrzębski. Chcąc realnie osiągnąć grę w kolejnej fazie, trzeba być bardziej systematycznym, co w aktualnych możliwościach personalnych i organizacyjnych klubu będzie trudne.
W przyszłym sezonie celem koszykarzy będzie znów utrzymanie i myśli o play-off.














