- Teraz jesteśmy w takim procesie, jak już przerabialiśmy, z cukrem, z nikotyną i z innymi używkami, że chyba coś weszło za mocno. Musimy się nauczyć zdrowego, cyfrowego odżywiania i będziemy różne próby po prostu podejmować - zauważyła Magda Bigaj medioznawczyni, założycielka i prezeska Fundacji "Instytut Cyfrowego Obywatelstwa" oraz jedna z inicjatorek kampanii "zaloguj się do relacji" w audycji "Trzy pytania na koniec dnia" u Beaty Lubeckiej w Radiu ZET.
Kampania "zaloguj się do relacji", ma na celu zwrócenie uwagi, jak dużo czasu zabiera korzystanie z mediów społecznościowych, czasu, który można by spędzić z rodziną lub bliskimi.
Bigaj przypomniała, że "te 10-15 lat temu to wszyscy się zachłysnęliśmy internetem, a teraz obudziliśmy się z ręką w nocniku, tylko do tego nocnika nam nasikała Meta, TikTok i Google".
- Teraz jesteśmy w takim procesie, jak już przerabialiśmy, z cukrem, z nikotyną i z innymi używkami, że chyba coś weszło za mocno. Musimy się nauczyć zdrowego, cyfrowego odżywiania i będziemy różne próby po prostu podejmować - mówiła i przytoczyła sondaż, z którego wynikało, że rodzice są za tym, by było pewne ograniczenie dla dzieci w przypadku korzystania z mediów społecznościowych.
Warto pamiętać, że "problem, o którym mówimy, konieczność ograniczenia dotyczy dzieci i młodszych nastolatków. To znaczy nastolatki, siódma, ósma klasa, liceum to już są osoby, które się usamodzielniają".
- Absolutnie ja nie rekomenduję takiego twardego zakazu używania internetu dla nich czy komunikatorów. Komunikatory takie jak Whatsapp są od dwunastego roku życia na przykład, ale komunikatory są dzisiaj też jednym z głównych narzędzi krzywdzenia seksualnego dzieci w sieci - powiedział.
Wtrąciła, że "najszybsze udowodnione, zarejestrowane wykorzystanie przez służby miało, zdaje się, 47 minut. To znaczy tyle zajęło sprawcy od kontaktu do wyłudzenia od dziecka pierwszego zdjęcia o charakterze seksualnym. Więc to nie jest miejsce dla dzieci".
Poza tym, dzieci często także same szukają w internecie treści pornograficznych. - To, że dzieci tam wchodzą, nie jest niczym dziwnym, bo to jest rodzaj zachowania ryzykownego i takie zachowania są wpisane w okres dorastania - wyjaśniła Bigaj.
Wskazała przy tym, że "jest pewien paradoks w dzisiejszym rodzicielstwie, że wielu z nas jest takimi helikopterowymi rodzicami. Robimy po prostu doktoraty z tego, czy smoczek powinien być z silikonu czy z kauczuku".
- Ale jeśli chodzi o internet, to tam zupełnie same zostawiamy dzieci. One potem są w takiej sytuacji, że nie chcemy ich wypuścić samych na dwór, drżymy nad nimi, nie pójdą same na boisko, bo boisko jest za daleko, coś się wydarzy. Więc te dzieci gdzieś muszą znaleźć ujście swoich naturalnych potrzeb, takich jak właśnie na przykład podejmowanie zachowań ryzykownych - dodała.
Przypomniała tu, że "chodzenie po barierce nad rzeką było zachowaniem ryzykownym dostępnym dziecku w latach osiemdziesiątych. Dzisiaj być może robiłabym jakieś głupie wyzwanie na TikToku, bo też chciałabym zrobić coś, co jest niedozwolone, co da mi lajki mojego otoczenia, tam też wtedy na rzeką stali moi koledzy, że mi się udało przejść".
Radio ZET






