Związkowcy planują strajk ostrzegawczy w sieci Dino. Pracownicy sklepów w całym kraju mieliby przerwać pracę na dwie godziny. Utrudnienia czekają również klientów w Elblągu? Sprawdzamy.
Strajk ostrzegawczy w sieci Dino Polska zaplanowano na sobotę, 25 kwietnia, na godz. 12 – poinformowała OPZZ Konfederacja Pracy. Pracownicy mają na dwie godziny odejść od kas, odłożyć skanery i opuścić wózki widłowe, aby wyjść przed sklepy z transparentami. W Polsce działa ponad 3 tysiące marketów Dino, dwa z nich znajdują się w Elblągu. Akcja ma się odbyć w całym kraju. Które markety rzeczywiście do niej przystąpią, okaże się najpewniej w dniu strajku.
Struktura strajku ostrzegawczego u tak rozproszonego pracodawcy, jakim jest Dino, zakłada właśnie taki scenariusz. Do strajku mogą przystąpić wszyscy pracownicy, bez względu na przynależność do organizacji związkowej i to, czy są związkowcami. To, w jaki sposób strajk zostanie zrealizowany, zależy od samych pracowników, którzy są mocno zdegustowani sytuacją płacową i kadrową w swoich miejscach pracy
– mówi Michał Lewandowski, przewodniczący Zarządu Krajowego OPZZ.
Związkowcy domagają się podwyżek wynagrodzeń o 900 zł, natychmiastowego wprowadzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych oraz zwiększenia zatrudnienia w marketach.
Głównym postulatem są dodatkowe środki finansowe, ale wśród postulatów jest także kwestia zatrudnienia, czyli niedoborów kadrowych w marketach. Dotyczy to, moim zdaniem, większości dużych sieci – Dino nie jest tu wyjątkiem. Niedokadrowanie wpływa na dobrostan pracowników, ich bezpieczeństwo i higienę pracy. Obciążenie kolejnymi obowiązkami może skutkować zwiększoną wypadkowością
– wyjaśnia Lewandowski.
Napięcie między pracownikami a zarządem polskiej sieci handlowej narasta od tygodni. W sieci trwa spór zbiorowy, a dotychczasowe negocjacje nie przyniosły rozwiązania. Stąd zapowiedź strajku ostrzegawczego.
Apelujemy do Zarządu Dino o odwagę i osobiste stawienie się przed pracownikami na mediacjach. Chowanie się za kancelarią prawną jest nieprofesjonalne i odbieramy je jako przejaw braku gotowości do dialogu. Przedstawiciele spółki obecni na mediacjach być może nie znają nawet postulatów, bo w ogóle się do nich nie odnoszą, i zamiast rozmów wybierają eskalowanie konfliktu, które negatywnie wpływa na markę firmy
– czytamy w komunikacie OPZZ Konfederacji Pracy.
– Z mojej perspektywy najlepiej byłoby, gdyby strony znalazły porozumienie i usiadły do stołu negocjacyjnego. Jest jeszcze na to czas. Problem polega jednak na tym, że po stronie pracodawcy nie widzimy gotowości do dialogu – podkreśla przewodniczący Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacji Pracy.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy również sieć Dino. Czekamy na odpowiedź. Do tematu wrócimy.











A mi to wisi, są jeszcze inne: biedronki , lidle i inne gady