Środa, 23.10.2019, Imieniny: Marleny, Edwarda, Seweryna
Nie masz konta? Zarejestruj się »
zdjęcia
filmy
baza firm
reklama
Elbląg » artykuły » artykuł z kategorii ELBLĄŻANIE Z PASJĄ

Elblążanie z pasją - Wioletta Piasecka o pisaniu dla dorosłych i rozmowach z dziećmi

22.09.2017, 10:00:15 Rozmiar tekstu: A A A
Elblążanie z pasją - Wioletta Piasecka o pisaniu dla dorosłych i rozmowach z dziećmi
Fot. Adam Widawski

Niedawno zrobiłam stumilowy krok w karierze. Pożegnałam się z suknią wróżki. To był mój znak rozpoznawczy, ale chciałam coś zmienić, iść naprzód. Zrobiłam to też trochę też z myślą o książkach dla dorosłych - mówi Wioletta Piasecka, jedna z najbardziej znanych elbląskich pisarek. W rozmowie z nami opowiada o swojej pierwszej "dorosłej" książce, inspiracjach i marzeniach.

Pisarza wyobrażamy sobie jak siedzi z kubkiem kawy przed laptopem, patrzy gdzieś w dal, szuka natchnienia, a później gładko przelewa to na papier. Tak jest rzeczywiście?

Dzieci często pytają mnie czy praca pisarza jest fajna, czy nie jest fajna. Odpowiadam, że zależy jak na to spojrzeć. Jest bardzo fajna, ponieważ nie mam nad sobą szefa, nikt na mnie nie krzyczy, nikt nic ode mnie nie chce i jest niefajna, bo... nie mam nad sobą szefa i sama muszę się mobilizować do pracy, a pokus jest mnóstwo. Mogłabym przecież poczytać ploteczki o gwiazdach czy książkę, ma teraz cały ich stos, który na mnie czeka.

Dzieci chyba dosyć często zadają pani trudne pytania?

Najtrudniejsze i najmądrzejsze pytanie, jakie słyszałam, zadał mi sześciolatek podczas spotkania w bibliotece w Człuchowie. Zapytał mnie, czy żałuję jakiejś nienapisanej książki. Zatkało mnie. Przemyślałam to i oczywiście jest taka książka. Z 10 lat temu zbierałam materiały do książki o Marii Skłodowskiej-Curie. Udało mi się dotrzeć do wielu ciekawostek z jej życia, takim mniej znanych. Proszę sobie wyobrazić, że Maria Skłodowska-Curie, kiedy zbudowano instytut radowy, potrzebowała gram radu do badań. Przyjechała do niej dziennikarka ze Stanów Zjednoczonych i zapytała, czy dalej w tej starej szopie miesza rudy uranu, a może czegoś potrzebuje. Maria, aby odczepić się od niej, powiedziała: Tak, potrzebuję gram radu. Co się stało? Ta dziennikarka wróciła do Stanów Zjednoczonych i tam każdy obywatel złożył się po dolarze na ten gram radu i ufundowano go Marii Skłodowskiej- Curie. Takich ciekawostek zebrałam sporo. Potem jednak, a to okna trzeba było umyć, a to serial obejrzeć, a to coś tam jeszcze innego zrobić. Odkładałam napisanie tej książki i odkładałam. W końcu ona nie powstała. Teraz już tak nie robię. Teraz na bieżąco staram się robić dwie rzeczy.

Pisać i jeszcze raz pisać?


Pisanie oczywiście też, ale zaskoczę panią. Pierwsza to ćwiczenia. Ćwiczę godzinę dziennie, choćbym nie wiem, jak była zmęczona. Czasami się nie udaje i wtedy mam do siebie żal. Drugą rzeczą jest pisanie. Chociażby kilka linijek dziennie. Czasami jak już naprawdę nie mam co napisać, to staram się zrobić w sprawie książek chociaż jedną rzecz, aby dzień nie był zmarnowany. Trochę to się udaje, bo tyle ile teraz piszę, nie pisałam nigdy, ale absurdalnie mam też teraz największego doła, że piszę za mało.

To już chyba zaczątki pracoholizmu?


Okazuje się, że nie tylko ja tak mam. (śmiech) Przeczytałam ostatnio wywiad z Remigiuszem Mrozem, którego książki bardzo lubię, on pisze codziennie, ma niesamowitą samodyscyplinę. Tak samo mówił pan Andrzej Sapkowski. Uczmy się od wielkich. Ja też staram się pisać codziennie. Chciałabym osiągnąć taką samodyscyplinę jak oni.

Pani jednak nie tylko pisze, ale też bardzo często spotyka się czytelnikami.

Tak mam masę spotkań autorskich. Ubiegły rok był rekordowy, miałam 201 spotkań, w Polsce i za granicą. Byłam w polonijnych szkołach w Stanach Zjednoczonych, Francji, Norwegii. Kilka dni temu wróciłam z Włoch. We Francji nawet 2 razy, za każdym razem po 14 dni. To był maraton. Miałam po cztery spotkania dziennie, a później do 3 nad razem zwiedzaliśmy Paryż. Jak przyjechałam do Polski, musiałam trzy dni do siebie dochodzić. Na takich spotkaniach poznaję bardzo dużo osób. Nawiązuję znajomości, które pielęgnuje się latami. Ja szczerze mówiąc, nie mam, ani możliwości, ani umiejętności pielęgnowania przyjaźni, bo nie mam na to czasu. Owszem pozostaję w kontakcie, ale nie takim codziennym, za dużo wyjeżdżam. Kiedyś prowadziłam otwarte mieszkanie. Przychodziło do mnie wiele osób. Teraz gdy przyjeżdżam ze spotkań autorskich, najbardziej lubię odpocząć. Ja się z tego cieszę to moja praca. Czerpię z tych spotkań niesamowitą energię. Tak naprawdę żyję dla Czytelników. Takie poczucie, że dzieci kochają moje książki, daje mi pewność, że warto pisać, warto spotykać się z nimi, choćbym nie wiadomo jak była zmęczona. Niedawno jednak zrobiłam stumilowy krok w mojej karierze.

Proszę opowiedzieć.


Odeszłam od sukni wróżki.

Wielu Czytelników pewnie teraz robi zdziwione miny.


To rzeczywiście był mój znak rozpoznawczy, wszyscy się do tego przyzwyczaili, ale chciałam iść naprzód, coś zmienić. Kiedyś zresztą nie miałam, aż tak dużo spotkań, wtedy ta suknia wróżki sprawiała mi dużą przyjemność. Potem stała się dla mnie ciężarem. Przy takiej ilości spotkań człowiek czasem bywa zmęczony i uważałam, że taka zmęczona wróżka to nie to. Porzuciłam więc ten strój i całkowicie zmieniłam garderobę. Porzuciłam czarny, nakupowałam mnóstwo kolorowych sukienek. W ubiegłym roku wydałam na ubrania fortunę, a i tak nie da się mieć za każdym razem innej sukienki (śmiech). Tak naprawdę to trochę też z myślą o książkach dla dorosłych ściągnęłam strój wróżki.

Rozumiem, że niebawem i my dorośli Czytelnicy będziemy mogli wziąć do ręki książkę Wioletty Piaseckiej?

Moja pierwsza książka ukazała się w 1997 roku. Moi pierwsi Czytelnicy już dorośli, kiedy odwiedzają mnie na targach książki, bardzo mnie proszą o książkę dla dorosłych. To też mnie trochę zainspirowało. Zaczęłam więc pisać książkę dla dorosłych. Pierwszy raz, choć to chyba drzemało we mnie od lat. Kiedyś byłam z panem Andrzejem Sapkowski, w Stanach Zjednoczonych na spotkaniu autorskim. Pan Andrzej powiedział mi, że prędzej czy później napiszę coś dla dorosłych. Powiedziałam, że to jest niemożliwe, że ja nawet kończyłam literaturę dla dzieci i młodzieży, pracę pisałam o Andersenie, ta literatura dla dzieci jest mi bardzo bliska, ale przyznam się, że i mnie naszło. Do tej pory napisałam już 50 stron, ale książka ta powstaje jedynie w wolnym czasie, kiedy nie mam zleceń, sztuk teatralnych, kiedy nie mam spotkań.

Pisanie dla dorosłych różni się od tego dla dzieci. Mogę sobie jednak wyobrazić, że ciężko jest stworzyć coś, co zainteresujemy młodych czytelników, to bezwzględny odbiorca, jak mu się nie spodoba, nie omieszka tego okazać?

Pisanie tej książki dla dorosłych sprawia mi niezwykłą frajdę. Wymyśliłam moją bohaterkę, jej losy. To taka zwykła książka obyczajowa, nic ambitnego, ale ja ją lubię. Nie wiem, czy znajdę wydawcę, czy sobie porady na tym rynku. To jest moje ogromne marzenie. Mogę jednak powiedzieć z ręką na sercu, że dla dzieci pisze się o wiele trudniej. Trzeba ważyć każde słowo, nie wolno w książce nikomu, nawet przez przypadek zrobić krzywdy, trzeba pisać tak, żeby dziecko to zapamiętało, miało przemyślenia. Oczywiście pisanie dla dorosłych też nie jest łatwe, ale dzieci są bardzo ostrymi krytykami. Dorosły jeszcze przeczyta kilkanaście stron, które powiedzmy trochę go nudzą, ale ma nadzieję, że później akcja się rozwinie. Dziecko nie poczeka. Nie podoba mu się, odrzuca i koniec kropka. Zdecydowanie łatwiej pisze mi się dla dorosłych. Choć nie zawsze. Ostatnio przeprowadziłam eksperyment na swoim synu. W książkę profesor Wrycza-Bekier wczytałam, że czytelnik daje nam tylko 8 sekund na decyzję czy będzie czytał książkę, czy nie. Postanowiłam to sprawdzić. Czytam fragment synowi, a on mówi: "Mamo ja się na babskich nie znam". Acha! To znaczy, że książka jest do niczego. Podarłam wszystko, co napisałam. 30 stron poszło do kosza. Napisałam wszystko od nowa. Przyjeżdża mój syn. Czytam mu. On słuch. Przerywam po 8 sekundach, a on pyta do mnie: "A gdzie ona idzie"? Powiedziałam sobie super, piszę dalej.

Ciężko jest się dzisiaj przebić na rynku wydawniczym?


Ostatnio, wracając z jednego ze spotkań, zaczęłam czytać "Pani mnie z kimś pomyliła" Ilony Łepkowskiej. Tak mnie wciągnęła, że zatrzymywałam się na każdej stacji benzynowej, co 50 kilometrów, aby doczytać kolejne strony. Myślałam, że już do domu nie dojadę. Książka świetna... kosztowała 8 złotych. Pomyślałam sobie, ile ta kobieta spędziła czasu nad tą książką, ile to kosztowało ją pracy, a ona jest na wyprzedaży. Ręce opadają. Szkoda, że Polacy nie czytają.

Fakt. Badania czytelnictwa są przygnębiające, u nas chyba nie ma takiego nawyku.


Gdy byłam we Francji na spotkaniach autorskich, codziennie jeździłam metrem. Na dziesięć osób, które siedziały w wagoniku, osiem czytało papierową książkę. Tam telefon trzymać w ręku to jest faux pass, a nie daj Boże przez niego z kimś rozmawiać. To jest niekulturalne. Nikt tego nie robi.

W Polsce jest odwrotnie. Jadą tramwajem, czy autobusem można dowiedzieć się, co danego pasażera dzisiaj spotkało, jakie ma plany i co myśli o szefie czy teściowej. Z telefonami praktycznie się nie rozstajemy.

Ja akurat cieszę się, że ktoś przy mnie opowiada swoją historię życia (śmiech). Tylko ta osoba musi liczyć się z tym, że może znaleźć się w mojej książce.

Rzeczywiście ostatnio zdecydowanie wolimy telefony niż książki, ale ktoś was jednak czyta.

Wspaniałą robotę robią dla nas biblioteki, biblioteki promują nas, robią spotkania, to są dla nas jedyne przyjazne instytucje, które w nas wierzą, polecają polskich autorów czytelnikom. To polskim bibliotekom zawdzięczamy to, że wróciła moda na polskich autorów. Proszę sobie wyobrazić 800 pisarzy na targach książki, a gdy człowiek wyjdzie na ulicę i spyta kilka osób o jednego żyjącego, współczesnego pisarza? Niewiele osób wymieni jakieś nazwiska.

No dobrze, to tak z ręką na sercu. Czy pani w tym natłoku spotkań i własnej pracy pisarskiej znajduje czas na czytanie innych pisarzy?

Czytanie jest moim nałogiem od dziecka. Mama pracowała, wychowywała trójkę dzieci, była zmęczona i nie miała czasu nam czytać. Jednak ja i moja siostra Beatka bardzo szybko nauczyłyśmy się czytać. Robiłyśmy tak, jedna czytała na głos, a druga robiła na drutach. Potem się zmieniałyśmy. Tak przeczytałyśmy masę książek, a nałóg pozostał ze mną do dzisiaj. Ja nie zjem bez książki. Czytam w restauracji, hotelu. To czytanie w moim przypadku to trochę też choroba zawodowa, czytam i analizuję, jak ten ktoś pięknie to opisał, albo jak pięknie skopał akcję.

Jakie ma najbliższe plany wydawnicze, być może na rynek trafiły już pani nowości?

Weszłam we współpracę z wydawnictwem NIKO, który pięknie wydaje moje książki. Niedawno ukazały się jego nakładem moje wiersze "A gdzie kurka?". Jedną z nowości jest też "Drużyna marzeń. Zagadki piłkarskie".

Wreszcie coś dla chłopców.

Tak obiecałam to chłopcom. To przygody Rikiego, młodego bramkarza, który dostaje propozycję gry w klubie. Tę postać wzorowałam na moim synu. Sebastian, gdy był jeszcze małym chłopcem, dostał propozycję, aby grać w juniorach Olimpii Elbląg. Powiedział trenerowi, że przejdzie, ale tylko z przyjaciółmi. Trener powiedział "Niestety chłopcze, tylko ty". Sebastian miał dylemat co tu zrobić, zostać z przyjaciółmi czy iść do klubu. Ja tak skończyłam tę książkę. Riki, zdobywa puchar i idzie z nim bijąc się z myślami, co zrobić. Myślałam, że każdy z chłopców coś wyciągnie sobie z tej książki, ale okazuje się, że nie ma tak łatwo. Chłopcy wymusili więc na mnie dokończenie tej historii. Nie będę opowiadała, co jest w tej książce, jak się kończy. Książka jest w trakcie wydawania. Mogę tylko powiedzieć, że gdy przeczytałam mojej mamie pierwszy fragment, ona się tak strasznie rozpłakała i powiedziała "jak ty mogłaś tak napisać". (śmiech) Zapewnia jednak, że druga część bardzo dobrze się kończy, ale trzeciej części już nie będzie. W książce oprócz opowieści "Drużyna marzeń" znajdują się również zagadki piłkarskie o najsłynniejszych piłkarzach Polski i świata. To jest bardzo duża atrakcja dla chłopców. Okazało się jednak, że dla niektórych chłopców te zagadki były za proste. W drugiej części znajdą się zagadki dla koneserów. Dotyczą oczywiście najpopularniejszych piłkarzy, ale nazwiska się nie powtarzają. Oprócz drugiej części "Drużyny marzeń" szykuję też coś specjalnego. Nie chciałabym się zdradzać, ale myślę, że w przyszłym roku to może być wielki hit. To wymusiły na mnie biblioteki. To będzie powieść trochę patriotyczna, ale dla dzieci. To będzie prawdziwa opowieść o kimś związanym z odzyskaniem niepodległości. Nie, to nie będzie Piłsudski. Żadnych politycznych książek. Polityka jest mi bardzo daleka.

No jak to, w dzisiejszych czasach?

Nawet nie komentuję. Jest mi przykro, że my artyści dajemy się wciągnąć w taką nawalankę. To jest żenujące. Ja się nie wypowiadam. Wiem, że i w jednym i w drugim obozie są mądrzy i głupi, i nawiedzeni i wspaniali. Nie dzielę polaków i nie komentuję polityk, chociaż oczywiście swoje zdaniem mam.

Wydaje się pani być spełnioną kobietą, pisarką. Ma pani jeszcze jakieś marzenia?

Moje marzenie? Jest chyba nie do spełnienia... W sumie wszystko jest do spełnienia. Chciałabym, aby powstał kiedyś film na podstawie mojej opowieści.


Pliki dołączone do informacji:


Natasza Jatczyńska
Wyślij wiadomość do autora tekstu

Oceń tekst:

Ocen: 2

%100.0 %0.0


Komentarze do artykułu (4)

Dodaj nowy komentarz

  1. 1
    +3
    ~ Gosc
    Piątek, 22.09

    Pani Wioletto książki które napisała Pani dla dzieci są bardzo ciekawe,więc i ta dla dorosłych będzie zapewne interesujaca.

  2. 2
    0
    ~ Justyna Klader
    Piątek, 22.09

    Wspaniała osoba, choć nie było nam dane spotkać się osobiście to naprawdę dla Teatru "Zielony Melonik" napisała 2 wspaniałe i co ważne bardzo porywające scenariusze spektakli :) ma w sobie dużo empatii i zarazem mnóstwo pokory ! Pozdrawiam Pani Wioletto !

  3. 3
    0
    ~ Znafca
    Sobota, 23.09

    Ciekawa rozmowa i fatalne lenistwo dziennikarza. W tekście jest chyba 8 literowek, powtorzenia itd.

  4. 4
    +1
    ~ zozu
    Poniedziałek, 30.10

    Poznałam p.Wiolettę na spotkaniach autorskich - super osoba a do tego świetna pisarka,szczególnie podobają mi sie utwory dla dzieci...

Redakcja serwisu info.elblag.pl nie odpowiada za treść komentarzy i treści dostarczone przez firmy i osoby trzecie.
Jeśli chcesz z nami tworzyć serwis napisz do nas e-mail.


Regulamin komentowania artykułów w serwisie info.elblag.pl

W trosce o kulturę i wysoki poziom debaty w serwisie info.elblag.pl wprowadza się niniejszy Regulamin.

  1. Komentujący umieszczając treści sprzeczne z prawem musi liczyć się, że może ponieść odpowiedzialność karną lub cywilną.
  2. Komentarze dodawane przez czytelników służą prowadzeniu poważnej i merytorycznej dyskusji na temat zamieszczonych wiadomości oraz problemów z nimi związanych.
  3. Czytelnicy mogą umieszczać informacje i opinie niezwiązane z treścią artykułów dla istotnych powodów (np. poinformowanie innych czytelników o wydarzeniach).
  4. Zabrania się dodawania komentarzy: wulgarnych, obraźliwych, naruszających dobra osobiste osób trzecich lub zawierających treści zabronione przez prawo.
  5. Celem komentarzy nie jest prowadzenie jałowych sporów osobistych między czytelnikami.
  6. Wszystkie wpisy stojące w sprzeczności z powyższymi warunkami będą niezwłocznie kasowane w całości bądź w części.
  7. Redakcja interpretuje Regulamin i decyduje, które wpisy, komentarze (lub ich części) należy usunąć i dokona tego w możliwie jak najszybszym czasie.


Właścicielem serwisu info.elblag.pl jest Agencja Reklamowa GABO

Copyright © 2004-2019 Elbląski Dziennik Internetowy. Wszystkie prawa zastrzeżone.