Najpierw skrzyżowanie Piłsudskiego-Królewiecka-Legionów-Marymoncka. Bez sensownego rozwiązania będzie paraliż i ciągłe korki.
Mam wrażenie, że przy nowych inwestycjach mieszkaniowych nikt nie zastanawia się nad poprawą komunikacji. Miasto sprzedając teren powinno albo samo o to zadbać albo zmusić inwestora do wykonania niezbędnych inwestycji w okoliczne drogi.
Ręce opadają na te teorie spiskowe. Pani Wiśniewska odmówiła komentarza po spotkaniu? I bardzo dobrze! Co miała powiedzieć ludziom, którzy nie przyjmują do wiadomości faktów, tylko kierują się emocjami jak dzieci w piaskownicy? Urząd to nie biuro koncertowe, żeby każdemu z osobna przytakiwać.
Zamiast szukać układów, przypomnijcie sobie nowy sąd na płk. Dąbka. Też budowali "pod prąd", 8 metrów od balkonów i na bagnie, gdzie pompy muszą chodzić na okrągło, żeby nie zalało piwnic. Tam jakoś nikt nie płakał o "stronniczość" urzędników.
Zamiast jałowych dyskusji, czas na konkrety: Art. 16 ustawy o drogach publicznych. Przepis jasno mówi, że budowa lub przebudowa dróg spowodowana inwestycją niedrogową należy do obowiązków inwestora. Miasto sprzedało grunt za ponad 8 mln zł i ma pełne prawo, a wręcz obowiązek, zmusić dewelopera do sfinansowania przebudowy skrzyżowania Piłsudskiego-Królewiecka-Legionów.
Nie może być tak, że deweloper buduje 250 mieszkań i inkasuje zysk, a elblążanie zostają z paraliżem komunikacyjnym, za który zapłacą z własnych podatków. Urząd musi twardo wyegzekwować modernizację infrastruktury przed wbiciem pierwszej łopaty. Jeśli radni klepną projekt bez konkretnej umowy drogowej z inwestorem, będzie to jawna kpina z mieszkańców. Albo deweloper buduje drogi, albo miasto nie powinno dawać zgody.
Wiceprezydent - Katarzyna Wiśniewska, występując w roli „mistrzyni ceremonii”, serwowała zgromadzonym kojące zaklęcia o potrzebie dialogu i wzajemnego słuchania. To klasyczne „urabianie” suwerena: budowanie ułudy współdecydowania przy jednoczesnym unikaniu jakichkolwiek wiążących deklaracji. Najbardziej wymownym momentem spektaklu okazał się jego finał, stanowiący „popisowy numer” wiceprezydent Katarzyny Wiśniewskiej. Po otwierającej, pełnej empatii przemowie o wartości rozmowy, nastąpiła bezwzględna ucieczka przed mediami. Odmowa odpowiedzi na pytania dziennikarzy, to jedyny w pełni szczery komunikat tej władzy:
Spotkanie z władz Miasta z mieszkańcami w sprawie inwestycji przy Legionów i Częstochowskiej, przybrało formę „masażu głowy” – specyficznej, elbląskiej techniki administracyjnej, mającej na celu uśpienie czujności sąsiadów tej inwestycji.
Kluczowym elementem tej gry stało się sformułowanie o działaniu „troszkę poza procedurą”. W państwie prawa, to semantyczny potworek i oczywisty oksymoron.
Administracja, albo działa zgodnie z prawem, albo poza nim. Tutaj owa „pozaproceduralność” posłużyła, jako wygodna zasłona dymna dla braku konkretnych rozwiązań.
Miejmy nadzieję , że Radni którym bardzo zależy na głosach przy nowych wyborach..... pochylą się nad tą całą sprawą - mogą się wykazać , że mają nasz głosy i nasze pieniądze na diety za coś..... - nie czekajcie, do pracy - mieszkańcy nie chcą mówić na Was...Radni...Bezradni .... - macie swoje 5 minut - ODWAGI!!!!!
Podczas, gdy mieszkańcy karmili się nadzieją na porozumienie, spotkanie służyło jedynie oswojeniu ich z faktem, że decyzje zapadają gdzie indziej, a dialog, jest tylko fasadą dla gotowych już planów i kiedy słońce staje się towarem luksusowym – pojawia się Prometeusz w centrum tej tragifarsy - postać pana Grzegorza – mieszkańca sąsiednich budynków i, co dodaje sprawie pikanterii, byłego prezydenta miasta. To swoisty „Szekspirowski bohater”, który z goryczą, ale i niezwykłą godnością, przyjmuje rolę rzecznika interesów ludu. Jako człowiek znający mechanizmy władzy od środka, nie łudzi się co do intencji władz, a mimo to staje do walki o „ostatni foton światła dziennego”. Jego postawa to dramatyczny manifest mieszkańca, który walczy już nie o luksu
Dla pana Grzegorza słońce przestało być oczywistością, a stało się towarem, który deweloper” zamierza wyciąć z jego mieszkania. W jego monologu wybrzmiewa tragizm człowieka, który wie, że bitwa o komfort jest już przegrana, ale wciąż w skrytości swego umysłu - wierzy.Mamy świadomość, że zabudowa tej działki nasz komfort życia pogorszy. I my się musimy z tym liczyć. Natomiast nie możemy odpuścić podstawowych życiowych standardów, takich jak dostęp do naturalnego słońca, światła słonecznego do swoich mieszkań.
Najpierw skrzyżowanie Piłsudskiego-Królewiecka-Legionów-Marymoncka. Bez sensownego rozwiązania będzie paraliż i ciągłe korki. Mam wrażenie, że przy nowych inwestycjach mieszkaniowych nikt nie zastanawia się nad poprawą komunikacji. Miasto sprzedając teren powinno albo samo o to zadbać albo zmusić inwestora do wykonania niezbędnych inwestycji w okoliczne drogi.
Dlaczego wiceprezydent K.Wiśniewska odmówiła odpowiedzi dziennikarzom po spotkaniu? Może dlatego, że jest po stronie dewelopera a nie mieszkańców?
Ręce opadają na te teorie spiskowe. Pani Wiśniewska odmówiła komentarza po spotkaniu? I bardzo dobrze! Co miała powiedzieć ludziom, którzy nie przyjmują do wiadomości faktów, tylko kierują się emocjami jak dzieci w piaskownicy? Urząd to nie biuro koncertowe, żeby każdemu z osobna przytakiwać. Zamiast szukać układów, przypomnijcie sobie nowy sąd na płk. Dąbka. Też budowali "pod prąd", 8 metrów od balkonów i na bagnie, gdzie pompy muszą chodzić na okrągło, żeby nie zalało piwnic. Tam jakoś nikt nie płakał o "stronniczość" urzędników.
Zamiast jałowych dyskusji, czas na konkrety: Art. 16 ustawy o drogach publicznych. Przepis jasno mówi, że budowa lub przebudowa dróg spowodowana inwestycją niedrogową należy do obowiązków inwestora. Miasto sprzedało grunt za ponad 8 mln zł i ma pełne prawo, a wręcz obowiązek, zmusić dewelopera do sfinansowania przebudowy skrzyżowania Piłsudskiego-Królewiecka-Legionów. Nie może być tak, że deweloper buduje 250 mieszkań i inkasuje zysk, a elblążanie zostają z paraliżem komunikacyjnym, za który zapłacą z własnych podatków. Urząd musi twardo wyegzekwować modernizację infrastruktury przed wbiciem pierwszej łopaty. Jeśli radni klepną projekt bez konkretnej umowy drogowej z inwestorem, będzie to jawna kpina z mieszkańców. Albo deweloper buduje drogi, albo miasto nie powinno dawać zgody.
Były prezydent miasta? Ktoś robi już na tym politykę?
Wiceprezydent - Katarzyna Wiśniewska, występując w roli „mistrzyni ceremonii”, serwowała zgromadzonym kojące zaklęcia o potrzebie dialogu i wzajemnego słuchania. To klasyczne „urabianie” suwerena: budowanie ułudy współdecydowania przy jednoczesnym unikaniu jakichkolwiek wiążących deklaracji. Najbardziej wymownym momentem spektaklu okazał się jego finał, stanowiący „popisowy numer” wiceprezydent Katarzyny Wiśniewskiej. Po otwierającej, pełnej empatii przemowie o wartości rozmowy, nastąpiła bezwzględna ucieczka przed mediami. Odmowa odpowiedzi na pytania dziennikarzy, to jedyny w pełni szczery komunikat tej władzy:
Spotkanie z władz Miasta z mieszkańcami w sprawie inwestycji przy Legionów i Częstochowskiej, przybrało formę „masażu głowy” – specyficznej, elbląskiej techniki administracyjnej, mającej na celu uśpienie czujności sąsiadów tej inwestycji. Kluczowym elementem tej gry stało się sformułowanie o działaniu „troszkę poza procedurą”. W państwie prawa, to semantyczny potworek i oczywisty oksymoron. Administracja, albo działa zgodnie z prawem, albo poza nim. Tutaj owa „pozaproceduralność” posłużyła, jako wygodna zasłona dymna dla braku konkretnych rozwiązań.
Miejmy nadzieję , że Radni którym bardzo zależy na głosach przy nowych wyborach..... pochylą się nad tą całą sprawą - mogą się wykazać , że mają nasz głosy i nasze pieniądze na diety za coś..... - nie czekajcie, do pracy - mieszkańcy nie chcą mówić na Was...Radni...Bezradni .... - macie swoje 5 minut - ODWAGI!!!!!
Podczas, gdy mieszkańcy karmili się nadzieją na porozumienie, spotkanie służyło jedynie oswojeniu ich z faktem, że decyzje zapadają gdzie indziej, a dialog, jest tylko fasadą dla gotowych już planów i kiedy słońce staje się towarem luksusowym – pojawia się Prometeusz w centrum tej tragifarsy - postać pana Grzegorza – mieszkańca sąsiednich budynków i, co dodaje sprawie pikanterii, byłego prezydenta miasta. To swoisty „Szekspirowski bohater”, który z goryczą, ale i niezwykłą godnością, przyjmuje rolę rzecznika interesów ludu. Jako człowiek znający mechanizmy władzy od środka, nie łudzi się co do intencji władz, a mimo to staje do walki o „ostatni foton światła dziennego”. Jego postawa to dramatyczny manifest mieszkańca, który walczy już nie o luksu
Dla pana Grzegorza słońce przestało być oczywistością, a stało się towarem, który deweloper” zamierza wyciąć z jego mieszkania. W jego monologu wybrzmiewa tragizm człowieka, który wie, że bitwa o komfort jest już przegrana, ale wciąż w skrytości swego umysłu - wierzy.Mamy świadomość, że zabudowa tej działki nasz komfort życia pogorszy. I my się musimy z tym liczyć. Natomiast nie możemy odpuścić podstawowych życiowych standardów, takich jak dostęp do naturalnego słońca, światła słonecznego do swoich mieszkań.