Po blisko półtora roku od skierowania aktu oskarżenia, przed Sądem Rejonowym w Elblągu ruszył dziś (2 marca) proces burmistrz Młynar i wicestarosty elbląskiego oskarżonych o przekroczenie uprawnień. Kluczowym dowodem w sprawie są stenogramy z podsłuchów CBA z 2020 roku. – W postępowaniu nadano mi kryptonim „Chapacz”, który jednoznacznie się kojarzy i który szczególnie mnie boli, bo nigdy w życiu nie wziąłem ani nie dałem żadnej łapówki – mówił przed sądem wicestarosta Ryszard Zając.
Sprawa dotyczy wydarzeń z 2020 roku, które światło dzienne ujrzała dopiero trzy lata później. W czerwcu 2023 roku funkcjonariusze CBA zatrzymali pięć osób – oprócz burmistrz Młynar i wicestarosty elbląskiego także naczelnika jednego z wydziałów starostwa, byłego urzędnika z Młynar oraz lekarza. Zatrzymania miały związek ze śledztwem dotyczącym wykorzystania funkcji publicznej w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, jednak ostatecznie postawiono inne zarzuty. W 2024 roku Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy skierowała przeciwko całej piątce akt oskarżenia.
Główny wątek sprawy ma związek z inwestycją drogową (remont odcinków dróg gminnych: Sąpy–Warszewo oraz Borzynowo–Warszewo–Zastawno). Chodzi właściwie o decyzję ws. zezwolenia na realizację inwestycji drogowej (ZRID), dołączoną do wniosku o dofinansowanie z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg, skierowanego do urzędu wojewódzkiego w Olsztynie.
Zdaniem prokuratury została ona wydana z naruszeniem wymaganego prawem terminu. Zgodnie z przepisami powinien on wynosić bowiem 14 dni od dnia podania informacji o wszczęciu postępowania do publicznej wiadomości – w tym przypadku termin skrócono do 7 dni. Zarzuty postawiono burmistrz Młynar, wicestaroście oraz naczelnikowi, dotyczą one m.in. nakłania do i wydania nieprawomocnej decyzji, a także narażenia na szkody innych jednostek samorządu terytorialnego, które wystąpiły o dofinansowanie (z tego samego źródła), w tym gminy Nidzica. Więcej na ten temat pisaliśmy TUTAJ.
Głównym dowodem w tej sprawie są materiały niejawne z kontroli CBA, a dokładnie stenogramy nagrań z podsłuchów założonych samorządowcom w 2020 roku. Na radarze służb mieli się oni znaleźć w związku z nieprzekazaniem Poczcie Polskiej danych mieszkańców na potrzeby niedoszłych wyborów kopertowych.
Wszyscy oskarżeni stawili się dziś na rozpoczęciu procesu. Żaden z nich nie przyznaje się do winy.
Akt oskarżenia opiera się głównie na stenogramach rozmów telefonicznych. Nie pamiętałem tych rozmów. Znam je wyłącznie z tego, co odczytał mi prokurator i co znajduje się w aktach. Co do samej decyzji to uważam, że zarzut jej nierzetelności jest niezgodny z prawdą. Pracownicy starostwa powiatowego dołożyli wszelkiej staranności, aby sprawdzić dokumenty stanowiące podstawę wydania decyzji ZRID. Dokumenty te były rzetelne, prawdziwe i spełniały wszystkie wymogi. Skrócenie terminu do 7 dni opierało się na pisemnych oświadczeniach wszystkich stron postępowania, które nie wnosiły żadnych zastrzeżeń. Uzasadnienie to znalazło się również w treści decyzji. Nikt przy zdrowych zmysłach, chcąc coś ukryć lub zrobić niezgodnie z prawem, nie wpisywałby takiego działania do uzasadnienia decyzji
– wyjaśniał przed sądem wicestarosta Ryszard Zając.
– W postępowaniu nadano mi kryptonim „Chapacz”, który jednoznacznie się kojarzy i który szczególnie mnie boli, bo nigdy w życiu nie wziąłem ani nie dałem żadnej łapówki. To jakaś chora wyobraźnia prowadzących. Dla nich to może rzecz powszednia, dla mnie nie. Jeszcze raz podkreślam, że zgodnie z moją wiedzą decyzja została wydana zgodnie z prawem. Do dziś funkcjonuje w obrocie prawnym i nikt, łącznie z prokuraturą, jej nie zaskarżył. Inwestycja została zrealizowana, rozliczona i skontrolowana przez instytucje dofinansowujące. Kontrola przebiegła bez najmniejszych zastrzeżeń. Samochody jeżdżą, mieszkańcy są zadowoleni, bo poruszają się po bezpiecznej drodze – podkreślił wicestarosta.
Burmistrz Renata Bednarczuk odmówiła składania wyjaśnień. Sąd odczytał jej wcześniejsze zeznania złożone w trakcie postępowania przygotowawczego. Podkreślała wtedy, że była to jej pierwsza inwestycja realizowana z ZRID, a wszystkie dokumenty złożyła zgodnie z informacjami uzyskanymi w starostwie. Samą decyzję otrzymała w ostatnim możliwym terminie przed złożeniem wniosku o dofinansowanie.
Nie zależało mi bardzo na tym dofinansowaniu. Jego poziom wynosił 50–60 proc. przy 40 proc. wkładu własnego, podczas gdy w innych aplikacjach można było uzyskać nawet 90 proc. Nie miałam też powodu nikogo do niczego nakłaniać, ponieważ przyspieszenie wydania decyzji nie miało znaczenia, gdyż roboty miały rozpocząć się dopiero we wrześniu
– odczytała wyjaśnienia burmistrz sędzia Katarzyna Słyś.
Na ławie oskarżonych zasiedli również były pracownik urzędu Maciej S. i lekarz Daniel K. Pierwszy z nich ma odpowiadać za posłużenie się nieprawdziwym zwolnieniem lekarskim, drugi – za jego wystawienie. Oni także nie przyznają się do winy. Burmistrz Młynar usłyszała dodatkowo zarzut nakłaniania lekarza do wystawienia dokumentu. Jak informowała prokuratura, ten wątek pojawił się przy okazji prowadzonego postępowania.
Kolejne terminy rozpraw, podczas których sąd zamierza przesłuchać świadków, wyznaczono na marzec i czerwiec.











Nowelizacja przepisów antymobbingowych to coś więcej niż korekta definicji. To sygnał ,że państwo zaczyna patrzeć na mobbing jak na proces osadzony w strukturze organizacji. Pytanie nie brzmi już "czy dokument istniał" ? ,lecz "czy system zadziałał" o ile w tych "patologicznych " systemach był w ogóle system ! to kolejny temat do rozliczeń i zgłoszeń w tych skostniałych klimatach instytucjach!