Czy za kilkadziesiąt lat Elbląg będzie miastem znacznie mniejszym i starszym niż dziś? Dane GUS pokazują, że liczba zgonów zdecydowanie przewyższa liczbę urodzeń, a problem dotyczy nie tylko naszego miasta, ale całego regionu.
Polska mierzy się z coraz wyraźniejszym problemem depopulacji. Rodzi się mniej dzieci, społeczeństwo się starzeje, a w wielu regionach dodatkowym problemem jest odpływ mieszkańców do większych miast i za granicę. Jednym z najważniejszych elementów tego procesu jest utrzymująca się przewaga liczby zgonów nad urodzeniami.
Sytuacja widoczna jest również w województwie warmińsko-mazurskim. Pod koniec ubiegłego roku liczba mieszkańców regionu wynosiła 1 mln 339,5 tys., czyli o 9,7 tys. mniej niż rok wcześniej. GUS wskazywał, że na spadek liczby mieszkańców wpływały zarówno ujemny przyrost naturalny, jak i ujemne saldo migracji. W 2025 r. w województwie warmińsko-mazurskim zarejestrowano 7379 urodzeń żywych – o 8,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Liczba zgonów wyniosła 14 485 – o 0,3 proc. więcej niż w 2024 r. Współczynnik natężenia zgonów, określający liczbę zgonów na 1000 mieszkańców, wyniósł 10,8.
Najnowsze dane GUS pokazują, że również w 2026 r. liczba zgonów pozostaje wysoka. W ciągu pierwszych 27 tygodni roku w województwie warmińsko-mazurskim zarejestrowano już 7904 zgony. To dane wstępne, które mogą być jeszcze aktualizowane.
Prognozy również nie są optymistyczne. Według głównego scenariusza GUS liczba mieszkańców województwa warmińsko-mazurskiego ma zmniejszyć się z około 1,366 mln w 2022 r. do 1,016 mln w 2060 r. Jednocześnie region będzie się starzał – udział osób w wieku 65 lat i więcej ma wzrosnąć z 19 proc. w 2022 r. do około 35 proc. w 2060 r.
Te procesy widoczne są również w Elblągu. W 2025 roku w mieście odnotowano 611 urodzeń i 1306 zgonów, co oznacza, że zmarło o 695 osób więcej, niż się urodziło. Ujemny przyrost naturalny w ostatnich latach jest coraz bardziej widoczny. Dla porównania, w 2024 roku odnotowano 1312 zgonów i 617 urodzeń, w 2023 r. – 1228 zgonów i 663 urodzenia, w 2019 r. – 1353 zgony i 943 urodzenia, a w 2010 r. – 1214 zgonów i 1170 urodzeń.
Miasto nie tylko traci mieszkańców, ale również zmienia się jego struktura wieku. Rośnie udział osób starszych, a zmniejsza się liczba dzieci i osób w wieku produkcyjnym. W dłuższej perspektywie oznacza to wyzwania dla rynku pracy, edukacji, ochrony zdrowia i finansów samorządu.
Najnowsze dane GUS dotyczące 2026 roku obejmują podregion elbląski, który oprócz Elbląga obejmuje również m.in. powiat elbląski i braniewski. W pierwszych 27 tygodniach 2026 roku w podregionie tym odnotowano 2947 zgonów. Dla porównania, w całym 2025 roku było ich 5460, a w 2024 roku – 5315.










Roboty ni ma to i się kurczy i starzeje
Zaraz zacznie się tu polityczna nawalanka, że to wina tego czy tamtego rządu albo prezydenta, ale spójrzmy prawdzie w oczy – to problem całej Polski, a nie lokalne podwórko. Sam widzę po znajomych, dlaczego tak się dzieje. Młodzi uciekają z Elbląga do Trójmiasta czy Warszawy za lepszą pracą, wyższymi zarobkami i perspektywami. Druga sprawa to koszty życia i mieszkań – przy obecnych cenach i niepewności rzadko kto decyduje się na powiększenie rodziny. Skoro w 2025 roku zmarło u nas dwa razy więcej osób, niż się urodziło (1306 do 611), to liczby mówią same za siebie. Bez dobrze płatnych miejsc pracy tego trendu nie odwróci żadna partia.
Po reformie administracyjnej.Olsztyn zniszczył tu zakłady pracy Dalej zamyka i będzie zamykał, aby utrzymać u siebie . Więc młodzież nie czeka na oklaski
~VxV : Reforma z 1999 roku i utrata statusu województwa mocno nas uderzyła, to fakt. Olsztyn jako stolica naturalnie wysysa kapitał i urzędy, ale zwalanie wszystkiego na nich po tylu latach to pójście na łatwiznę. Prawda jest taka, że Olsztyn nikogo tu nie zamyka dekretem – duże zakłady tną etaty, bo wykańczają je koszty energii, podatki i globalna sytuacja gospodarcza. Zagraniczny kapitał ucieka, a młodzi nie czekają na cud, tylko jadą za normalną kasą. Olsztyn zresztą też ma swoje problemy z demografią i zwolnieniami. Naszym problemem jest po prostu brak własnych, dobrze płatnych miejsc pracy, a nie mityczny sabotaż ze stolicy regionu.