Ugodził go nożem w głowę i szyję, a sam uciekł z kraju. Pokrzywdzony, który otarł się o śmierć, czekał na sprawiedliwość ponad 12 lat. Wczoraj, 5 listopada, przed Sądem Okręgowym w Elblągu ruszył proces w sprawie brutalnego ataku w dawnym pubie przy ul. Ogólnej.
Przypomnijmy. Do zdarzenia doszło 3 maja 2014 roku w nieistniejącym już pubie Jocker. Jacek G. przebywał tam ze znajomymi. W pewnym momencie miał podejść do innego klienta lokalu i bez ostrzeżenia zaatakować go nożem. Jak ustaliła prokuratura, zadał mu dwa ciosy w okolice głowy i szyi. Następnie opuścił lokal i udał się do domu. Jeszcze tej samej nocy wyjechał z Polski. Prokuratura postawiła mu wówczas zarzut usiłowania zabójstwa, a za mężczyzną wystawiono list gończy. Nie udało się jednak ustalić miejsca jego pobytu, a śledztwo na długi czas zostało zawieszone. Jacek G. przez większy okres ukrywał się w Wielkiej Brytanii. Został zatrzymany 20 marca 2026 roku na terenie Polski.
Obrażenia, których doznał pokrzywdzony, były tak poważne, że stanowiły realne zagrożenie dla jego życia. Prokuratura zarzuca Jackowi G. usiłowanie zabójstwa.
Działając z zamiarzem ewentualnym pozbawienia życia T.S., dwukrotnie ugodził pokrzywdzonego nożem. Pokrzywdzony doznał ran kłutych głowy i szyi, penetrującej i uszkadzającej struktury kręgosłupa szyjnego oraz rdzenia kręgowego ze złamaniem wyrostka stawowego górnego lewego kręgu szyjnego C6 (...), które to obrażenia spowodowały ciężki uszczerbek na zdrowiu pokrzywdzonego w postaci długotrwałej choroby realnie zagrażającej życiu. Zamierzonego celu nie osiągnął z uwagi na udzieloną wcześniej pomoc medyczną
– odczytał dziś prokurator, przedstawiając akt oskarżenia.
Jacek G. nie przyznaje się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Podczas czwartkowej rozprawy odmówił składania wyjaśnień. Sąd odczytał jednak jego wcześniejsze wyjaśnienia złożone w trakcie postępowania przygotowawczego.
Nie wynika z nich jednak, dlaczego miał zaatakować pokrzywdzonego. Jak ustalili śledczy, mężczyźni znali się co najwyżej z widzenia i nie pozostawali w konflikcie, który mógłby doprowadzić do takiego zdarzenia. Z opinii biegłych nie wynika również, by oskarżony działał w warunkach zmniejszonej bądź ograniczonej poczytalności.
W swoich wcześniejszych wyjaśnieniach Jacek G. przekonywał, że nie pamięta przebiegu zdarzenia.
Tamtej nocy poszliśmy do pubu, piliśmy alkohol i tańczyliśmy. Ja poszedłem razem ze znajomymi, kolegami i koleżanką. Bawiliśmy się w tym barze. (…) Nie wypiliśmy dużo, a ja potrafię sporo wypić. Po którymś drinku nie wiem, co się stało. Przed oczami zrobiło mi się czarno. Potem miałem wrażenie, że ktoś gasił i zapalał światło. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę ze znajomymi, a ja poszedłem do toalety. Następnie wróciłem i zacząłem się dziwnie czuć. Zrobiłem drinka i dalej już nic nie pamiętam. Próbowałem sobie przypomnieć później, co się stało, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie niczego. Mam wrażenie, że może ktoś mi coś dosypał do drinka. Nie znam pokrzywdzonego i w życiu nie miałbym wobec niego złej intencji
– wyjaśniał podczas śledztwa.
Mężczyzna przekonywał również, że o całej sprawie dowiedział się dopiero po kilku dniach, gdy był już za granicą. – Zadzwonił do mnie znajomy z Polski i opowiedział, co się wydarzyło. Jak usłyszałem, co się stało, byłem w szoku. Od tamtej pory spędzało mi to sen z powiek, nie wiem, jak to w ogóle mogło się stać – jego wyjaśnienia przytoczył sąd.
W trakcie pobytu w Wielkiej Brytanii pracował w myjni samochodowej i na budowie. Zarabiał od 350 do 400 funtów tygodniowo. Jak jednak zapewniał na etapie śledztwa, cały czas planował powrót do Polski i oddanie się w ręce wymiaru sprawiedliwości.
– Ciągle miałem w głowie, że muszę popracować w Anglii i wrócić do Polski, żeby odbyć karę za to, co się stało. Chciałem zadośćuczynić pokrzywdzonemu to, co się stało. Wróciłem do Polski w 2026 roku w celu odbycia kary za ten czyn. Nie piję alkoholu od 10 lat, po tym, co się wydarzyło. Chciałbym wpłacić pokrzywdzonemu 10 tysięcy złotych teraz, a po odbyciu kary chciałbym zapłacić kolejne 40 tysięcy złotych w ratach, bo będę musiał podjąć pracę. Ponadto chciałbym go wspomóc w codziennych sprawach, na przykład robieniu zakupów. Bardzo żałuję tego, co się stało, to nie powinno mieć miejsca – zeznawał.
Podczas rozprawy Jacek G. ponownie przeprosił pokrzywdzonego. Obrońca oskarżonego złożył również wniosek o przeprowadzenie mediacji, ale sąd go nie uwzględnił.
Proces toczy się przy otwartych drzwiach. Jawność wyłączono jedynie na czas przesłuchania pokrzywdzonego i lekarza ze względu na ważny interes prywatny, tym samym nie poznaliśmy wersji zdarzeń przedstawionej przez samą ofiarę ataku.
Przestępstwo zarzucane Jackowi G. zagrożone jest karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 10 lat albo karą dożywotniego pozbawienia wolności.

























