Edukacja domowa od lat mocno dzieli Polaków, a po słabych wynikach tegorocznych matur po raz kolejny znalazła się w ogniu krytyki. Mimo to nie traci na popularności i przyciąga tysiące kolejnych uczniów. Sprawdzamy, jak sytuacja wygląda w Elblągu.
Temat edukacji domowej powrócił ze zwielokrotnioną siłą po publikacji wyników tegorocznych matur. Według danych przytaczanych przez profil Dealerzy Wiedzy tylko 51,5 proc. tegorocznych maturzystów uczących się w trybie edukacji domowej zdało majowy egzamin. To 8,5 proc. wszystkich niezdanych matur, czyli co dwunasty „oblany” maturzysta w Polsce – podaje profil.
Przy tej okazji po raz kolejny pojawiły się głosy krytyków wskazujących na problemy związane z tym modelem. Zwolennicy przekonują jednak, że wyniki matur nie powinny być jedynym kryterium oceny. Sytuację dodatkowo zaostrzają planowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmiany, które zakładają zakaz przeprowadzania egzaminów online w ramach edukacji domowej.
Mimo wątpliwości popularność nauki poza szkołą stale rośnie. W minionym roku szkolnym w edukacji domowej uczyło się w całej Polsce ponad 63,3 tys. uczniów, czyli o kilkaset osób więcej niż rok wcześniej. Czy ten trend widać również w Elblągu? Biorąc pod uwagę wyłącznie oficjalne dane miejskie, można by uznać, że to zjawisko u nas niemal nie istnieje.
Według stanu na dzień 17 lipca br. liczba uczniów spełniających obowiązek szkolny lub obowiązek nauki poza szkołą wynosi 5
– informuje Joanna Urbaniak, kierowniczka Referatu Prasowego w Biurze Prezydenta Miasta.
Warto jednak dodać, że miasto nie dysponuje danymi dotyczącymi uczniów realizujących naukę w Szkole w Chmurze. Tymczasem najpopularniejsza w Polsce niepubliczna placówka, która opiera się na edukacji domowej, posiada swoje jednostki m.in. w Warszawie i Katowicach. W praktyce oznacza to, że dziecko mieszkające w Elblągu i uczące się z domu w Szkole w Chmurze jest officially wpisane do rejestru w jednym z tych miast.
Przypomnijmy, że każde dziecko w wieku od 6 do 18 lat musi realizować obowiązek edukacyjny (przedszkolny, szkolny lub nauki). Dyrektor przedszkola lub szkoły może jednak wyrazić zgodę na spełnianie go w formie edukacji domowej. Wniosek składa się do dyrektora placówki, do której dziecko zostało przyjęte, a rolę nauczycieli mogą wówczas przejąć rodzice, opiekunowie prawni lub wskazane przez nich osoby – bez konieczności kończenia specjalistycznych studiów czy szkoleń. Zgoda wydawana jest na dany rok szkolny i określa konkretny etap edukacyjny. Uczeń ma obowiązek zdać na koniec roku szkolnego roczne egzaminy klasyfikacyjne.
Jakie jest Wasze zdanie na temat edukacji domowej i Szkoły w Chmurze? Czy to rzeczywiście lepszy i bardziej elastyczny model niż tradycyjna szkoła, czy jednak alternatywa tylko dla wybranej grupy uczniów? Piszcie w komentarzach.











Najlepiej pozamykajmy się w domach i zglupiejmy do reszty bo i tak jesteśmy juz w tym na najlepszej drodze! Aspoleczność i izolacja nie jest dobra , czlowiek jest istotą stadną! Po prostu zamknęliśmy się w wirtualnym świecie, siedzimy w domach z komórą w ręku, spotykamy się na czatach nawet miłość uprawiamy na czatach ! Świat zgłupiał do reszty
Od czasu pandemii która fizycznie i psychicznie wykończyła ludzi oraz uczynila spoleczenstwo spolegliwym wobec wszystkiego zaczynamy małą izolację, ale taki jest plan .....
Nauka polega na bujaniu w chmurze :)
A moze w kosmosie -:)
Pandemia pokazała jak głupim, uległym i łatwym narodem do sterowania sa Polacy. Mozna z nimi robic co sie chce , nie beda protestowac a nawet jeden na drugiego bedzie donosił. Można im wmówic ze wejscie do lasu i przyjecie specyfiku o niewiadomych skutkach bedzie powrotem do wolnosci i normalnosci i Polacy te bajeczki kupią.
Biorąc pod uwagę że brakuje wykwalikowanych nauczycieli i zatrudniają bez kwalifikacji byle kogo bez obrazy to moze i lepsza chmura ! To panstwo dykta
Słabe wyniki na maturach Bo takich beznadziejnych nauczycieli mamy coraz więcej I jeszcze im płacą za to . To tak samo jak z tymi z immunitetem . Całkowicie bezkarni , albo sprawy ciągną się latami . A najlepsze że za nic nie odpowiadają. Co chcą to robią
Odludek - z jednej strony się z Tobą zgodzę ale z drugiej popatrz przecież to o czym piszesz dzieje się dokładnie takze w szkołach publicznych. Tam dzieci ze sobą na przerwach rozmawiają poprzez komórki, nawet siedząc obok siebie. A do tego szkoła publiczna jest bardzo narażona i wykorzystywana przez państwo i instytucje lewackie chcące wyorać mózgi dzieciom (takim najłatwiej). O przykładach wjeżdżania lgbtowców do szkół chyba nie musze przypominać - poza tym państwo częściowo przejeło za nich sprawe w tzw. edukacji zdrowotnej. Przypomnę jak za plandemii (za czasów PiS) państwo nakazało (sam widziałem wytyczne ministerstwa) aby dzieciom robić niby gry, niby pogadanki a wniosek z nich miał być dla dziecka jeden, że dziecko, które nie jest szprycowane jest złe, a szpryce to wybawienie...