Borsuki, lisy, jeże czy sarny. W Elblągu pojawia się coraz więcej dzikich zwierząt. Mieszkańcy dzwonią po pomoc, choć po części to właśnie Elblążanie odpowiadają za rosnący problem.
Dzikie zwierzęta coraz śmielej wchodzą do Elbląga. Kilka lat temu film przedstawiający łosia biegającego po dachu elbląskiego centrum handlowego obiegł całą Polskę. Takie „wizyty” w naszym mieście są jednak dziś niemal codziennością. Borsuki czy lisy szukają pożywienia i przyzwyczajają się do obecności ludzi.
Dzikich zwierząt jest coraz więcej, bo miasto wciąż się rozbudowuje. Zajmuje tereny, gdzie kiedyś żyły i funkcjonowały, gdzie miały swoje ścieżki migracyjne w poszukiwaniu pokarmu, partnerów i nowych terenów. W tej chwili część z nich po prostu zostaje w mieście. Zwierzęta bardzo szybko uczą się też, że miasto jest bezpieczniejsze niż las i mają tu łatwy dostęp do pożywienia
– mówi Anna Kamińska z Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach, do którego trafiają potrzebujące pomocy dzikie zwierzęta m.in. z Elbląga.
– Wiele osób dokarmia koty czy jeże. Często ta karma nie jest zabierana i zostaje. Lis, który raz natrafi na takie miejsce, będzie wracał regularnie i korzystał z tej „darmowej stołówki” – dodaje.
Jeszcze kilka lat temu Elbląg najczęściej odwiedzały dziki. Teraz prym wiodą lisy i borsuki.
Coraz częściej mamy zgłoszenia dotyczące borsuków i lisów. To zwierzęta, które nauczyły się żyć w mieście. To, że się nie boją człowieka, nie oznacza, że są wściekłe. Często spotykamy się z telefonami: „przyszedł borsuk, trzeba go zabrać, bo jest niebezpieczny”. Nie do końca tak to wygląda. Zwierzęta mają teraz młode, więc ich aktywność jest większa – można powiedzieć, że „jedzą za dwoje, troje, a nawet pięcioro”. Jeśli znajdą miejsce z pożywieniem, będą tam wracać i przyprowadzą całą rodzinę
– podkreśla Kamińska.
Eksperci apelują do mieszkańców, aby nie dokarmiali zwierząt. – Zamykajmy kosze i kontenery na śmieci. Sprzątajmy resztki jedzenia. Rozumiemy, że ktoś dokarmia koty, ale po ich posiłku jedzenie powinno być zabrane. W przeciwnym razie wabimy inne zwierzęta – dodaje szefowa Ośrodka w Jelonkach.
Telefony od mieszkańców urywają się nie tylko w ośrodku. Coraz więcej zgłoszeń dotyczących dzikich zwierząt trafia także do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Nie każde spotkanie z takim „gościem” musi się jednak kończyć interwencją. Część zgłoszeń wynika z błędnej interpretacji zachowania zwierząt. – Dostajemy sygnały: „idzie za mną lis, pewniejest wściekły”. Tymczasem często okazuje się, że ktoś w okolicy dokarmia zwierzęta. Lis widzi człowieka z torbą i kojarzy go z jedzeniem. Idzie więc za nim, a człowiek wpada w panikę – wyjaśnia.
W przypadku spotkania z dzikim zwierzęciem należy zachować spokój. – Na spokojnie się odsunąć, nie płoszyć, nie próbować go przenosić ani przepędzać. Borsuki bardzo słabo widzą, ich głównym zmysłem jest węch. Jeśli nas wyczują, zwykle same się wycofują, szukając drogi ucieczki – podkreśla Kamińska.
Elbląg jest miastem zielonym, z dużą liczbą parków, dlatego pojawiają się tu także sarny. – Czasem po prostu się zapuszczają, bo wieczorem jest cisza i spokój. Wchodzą od strony lasów, a potem nie wiedzą, jak wrócić – takie zwierzę trzeba wtedy odłowić i przewieźć w bezpieczne miejsce.
Lisy i borsuki potrafią jednak normalnie funkcjonować w mieście. Podobnie zające, których całkiem spore stadko mieszka przy szpitalu przy ul. Królewieckiej.
Specjaliści podkreślają, że nie każde spotkanie musi się zakończyć wywiezieniem zwierzęcia do lasu.
Nie nalegajmy, żeby zwierzę odławiać tylko dlatego, że jest dzikie czy wydaje się agresywne. Pamiętajmy jednak, że wiele z nich ma teraz młode. Jeżeli zabierzemy dorosłego osobnika, młode mogą umrzeć w norze lub gnieździe. To samo dotyczy jeży. Często słyszymy: „znaleźliśmy jeża koło Carrefour i wywieźliśmy go do lasu”. To błąd. Nie wywoźmy zwierząt, jeśli nie ma takiej potrzeby. Jeżeli są ranne – wtedy oczywiście trafiają do ośrodka rehabilitacji. Ale zdrowych zwierząt nie należy wywozić, bo możemy zaszkodzić zarówno im, jak i ich młodym
– dodaje.
Pomoc jest konieczna tylko wtedy, gdy zwierzę jest np. ranne. W takich przypadkach należy powiadomić odpowiednie służby – Straż Miejską (telefon alamrmowy 986), Miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego (tel. 55 239 30 40) lub Ośrodek w Jelonkach (tel. 503 787 538; warto też wysłać SMS z prośbą o kontakt i informacją o zdarzeniu). W przypadku interwencji dotyczącej zwierzęcia potrzebującego pomocy nie dotykajmy go gołymi rękami. Jeśli nie mamy rękawiczek, użyjmy np. szalika, kurtki lub innego materiału, aby ograniczyć bezpośredni kontakt.
Najważniejszy apel pozostaje niezmienny.
Nie dokarmiajmy dzikich zwierząt. One nie odróżniają, kto je karmi, a kto się ich boi. Jeśli przyzwyczają się do jedzenia od ludzi, będą wracać – i wtedy problem będzie tylko narastał. W ten sposób niepotrzebnie krzywdzimy zwierzęta
– podkreśla Anna Kamińska.










