Grzyb na ścianach, wilgoć i nawracające choroby dzieci – dramatyczna sytuacja mieszkaniowa pani Justyny poruszyła wiele osób i uruchomiła falę wsparcia. Dzięki zaangażowaniu mieszkańców, firm, instytucji i ludzi dobrej woli rodzina zyskała miejsce, o którym może powiedzieć: „nasz dom”.
Na początku byłem tym wszystkim przerażony i myślałem, że nie damy rady, ale z każdym kolejnym spotkaniem z ludźmi byłem coraz bardziej podbudowany. Wspólnie rośliśmy w siłę i cieszyliśmy się, że to wszystko się dzieje, choć nie było łatwo. Chciałem podziękować wszystkim, którzy otworzyli swoje serca i zaangażowali się w tę pomoc. To nasze wspólne dzieło
– mówił pan Marek, jeden z inicjatorów akcji pomocy rodzinie pani Justyny.
Ta historia rozpoczęła się ponad rok temu. Pani Justyna (33 lata) samotnie wychowuje trójkę dzieci: Izę, Dawida i Igora. Rodzina mieszkała przy ul. Żeromskiego w lokalu komunalnym, który znajdował się w bardzo złym stanie technicznym.
Tam nie było warunków do mieszkania. Grzyb i wilgoć na ścianach. Dzieci co i rusz były chore – zapalenia oskrzeli, zapalenia płuc. Jestem po rozwodzie. Trudno być samotną matką. Sama wychowałam się w domu dziecka, więc dobro dzieci jest dla mnie najważniejsze. Nie poradziłabym sobie jednak z remontem ani z zamianą mieszkania. Składałam wnioski o zamianę lokalu, ale usłyszałam, że mam mieszkanie na Żeromskiego, tylko nikogo nie interesowało, w jakim jest stanie
– opowiadała kobieta.
Przełom nastąpił, gdy sytuacją zainteresowała się pediatra dzieci, która wraz z mężem postanowiła działać.
Znam Justynę od ponad 10 lat. Przyprowadzała do mnie swoje dzieci, przychodziła regularnie. Każde dziecko karmiła piersią po dwa lata. Trudno dziś znaleźć taką matkę. Pielęgniarka środowiskowa powiedziała: „To niemożliwe, żeby w dzisiejszych czasach ktoś mieszkał w takich warunkach”. Mówiłam do Justyny: idź do prezydenta. Uważam, że taka pomoc po prostu należy się człowiekowi, tym bardziej matkom, które wychowują przyszłe pokolenia. Okazało się jednak, że nie została nawet dopuszczona do prezydenta – było to dwa lata temu. Wtedy powiedziałam do męża: jeśli my jej nie pomożemy, to nikt jej nie pomoże. Któregoś dnia będę piła kawę w swoim wygodnym fotelu przed telewizorem i usłyszę, że zaczadziła się matka z trójką dzieci. I może to będzie Justyna. Nie będę miała spokoju do końca życia. Musimy to zrobić
– dodała pani Agata Mroczkowska, pediatra i inicjatorka akcji.
W pomoc najpierw zaangażowała się radna Wiesława Włodarczyk, a następnie do akcji włączyły się osoby prywatne, firmy, szkoły, lokalne instytucje i urzędnicy. Dzięki wspólnemu wysiłkowi udało się doprowadzić do zamiany lokali komunlanych i wykonać jego remont.
Dziś (29 kwietnia) mogliśmy zobaczyć efekty prac. W czystym, wyremontowanym mieszkaniu pojawili się „sprawcy” pozytywnej zmiany.
Gdy zgłosił się do mnie pan Marek, sprawdziłam sytuację rodziny i wszyscy zgodnie uznaliśmy, że tej rodzinie trzeba pomóc. Z tą wiedzą poszłam do prezydenta, a on powiedział: „Trzeba pomóc, pomagamy, kropka”. Od tego czasu minął ponad rok. To były miesiące jeżdżenia, proszenia o wsparcie, pieniądze i materiały – kafelki, baterie. Gdy zobaczyliśmy to nowe mieszkanie, wiedzieliśmy, że ma potencjał, ale też wymaga wielu prac. Z części pokoju zrobiliśmy łazienkę, bo wcześniej było tylko WC. Konieczny był projekt i instalacja ogrzewania gazowego, kuchnia na wymiar i meble. Lista osób, które pomogły, jest bardzo długa. Wspólnie zrobiliśmy coś niezwykłego. Dziś spotkali się tu bohaterowie tego wydarzenia. Przeszliśmy długą drogę, ale myślę, że wszyscy cieszymy się z efektu końcowego
– mówiła radna Wiesława Włodarczyk.
Pani Justyna nie kryła emocji. – To łzy radości. Najważniejsze, że jest sucho, nie ma wilgoci, wszystko jest wyremontowane, a dzieci mają swój pokój. Gdybym ich nie miała, mogłabym mieszkać pod mostem, ale dla nich zrobię wszystko – podkreśliła.




































